Witold Hajduk królem Grand Prix

Uwaga, otwiera nowe okno. PDFDrukujEmail

10401384 941408432564005 4913566074578560401 nWitold Hajduk, jedyny nastoletni zawodnik w stawce, wygrał zawody Grand Prix wieńczące kolejną edycję turnieju „Nie lubię poniedziałków”. W finale pokonał po zaciętej walce 3:2 Bartosza Szkołuta.

 

W GP wystąpili bilardziści, którzy po rozegraniu jedenastu poniedziałkowych zawodów zajęli pierwsze 16 miejsc w klasyfikacji generalnej. To, że najlepszy okazał się zawodnik najmłodszy, sensacją nie jest.

Witek trenuje solidnie od kilku lat, robi postępy i wygrał już dziesiątki meczów z rutyniarzami. Inna rzecz, iż do tej pory był mistrzem w dochodzeniu do finałów poniedziałkowych turniejów – zaliczył ich  10, a wygrał zaledwie raz. GP odbywało się jednak w sobotę, więc może było mu trochę łatwiej...

Gładko jednak nie poszło. Już w pierwszej rundzie oddał dwie partie Romanowi Gałuszce. – To był mój najgorszy mecz tego dnia. Przegrywałem już 1:2 – zaznacza Witek, który w drugiej rundzie pokonał do zera Piotra Pasierba, a w meczu o półfinał przegrał 1:3 z Sebastianem Krupą. Na lewej stronie nie miał litości dla Janusza Stawarza – szefa Ósemki wypunktował do zera. W półfinale z Sebastianem Hołówko musiał rozegrać pięć partii – piątą rozstrzygnął na swoją korzyść.

Tak jak Witek jednym z młodszych zawodników w Rzeszowie, tak Bartek należy do najmniej wiekowych taksówkarzy w stolicy Podkarpacia. Z powodu pracy zawodowej w ostatnich latach niewiele trenował w naszym klubie, ale ostatnio częściej pojawia się przy zielonych stołach i nieco niespodziewanie, ale zasłużenie osiągnął finał. W drodze do niego wygrał 3: 2 z Tomaszem Moskwą, choć było już 0:2. – W pierwszym meczu byłem trochę spięty, ręce się trzęsły, ale jakoś się pozbierałem i uratowałem mecz – mówi Bartek, który następnie wygrał 3:0 ze Sławomirem Pasternakiem i, podobnie jak Witek, padł w meczu o półfinał – Sebastian Hołówko wygrał 3:2. Na lewej stronie drabinki popularny „Tofik” dał radę Adamowi Wiszowi (3:1), a w półfinale zaskakująco wysoko, bo do zera ograł Sebastiana Krupę. – Tego meczu się obawiałem. Ostatnie pojedynki z Sebastianem przegrywałem. On chciał bardzo wygrać, zdobyć puchar za pierwsze miejsce rankingu i chyba za bardzo się spiął, bo popełniał błędy, jakich w poniedziałki nie robił – wyjaśniał Bartek, który w finale prowadził 2:1. – Graliśmy w dziewiątkę. Byłem blisko szczęścia, ale zrobiłem pomyłeczkę na ósemce i Witek wyrównał. W piątej partii popełniłem jeden błąd za dużo. Witek czuł ciśnienie, grał powoli, jednak w końcu trafił i z wrażenia omal nie zemdlał.

- Bartek ma rację. Po wbiciu ostatniej bili byłem ledwo żywy – śmieje się bohater wieczoru. – Wygrałem, bo posłuchałem rady Janusza Stawarza, żeby się w żadnej sytuacji nie spieszyć, wszystko spokojnie analizować. W sumie obaj z Bartkiem nieźle graliśmy. To był mój jedenasty finał turniejowy w Ósemce. Dopiero drugi wygrany, ale wynagrodził mi wiele porażek – dodał nasz zawodnik, który otrzymał w nagrodę dwa puchary (za wygranie turnieju i pierwsze miejsce w rankingu) oraz 500 złotych. 

„Tofik” przypomina, że w jego przypadku tradycji stało się zadość. – Ciągle jestem „second man”. Jakiś czas temu kilka razy dochodziłem w poniedziałek do finału. Nie wygrałem ani razu. Teraz to samo. Cóż, będę dalej próbował szczęścia. W końcu się uda – dodał Bartek, który mógł się jednak pokusić o finansową nagrodę, bo wylosował Jack Pota. Ekstra premii jednak nie zgarnął. – Rozbiłem nic nie wpadło i to tyle – podsumował.

Kolejna edycja NLP po wakacjach.

Zapraszamy!

Udostępnij
Copyright © 2017 Sportowy Klub Bilardowy Ósemka. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem dostępnym na licencji GNU GPL.