Masters w Ósemce dodał mi motywacji - wywiad z Jurkiem Gonetem

Uwaga, otwiera nowe okno. PDFDrukujEmail

DSC 0403 2- Nagrodę finansową  przeznaczyłem na naprawę samochodu i wyjazd z dziewczyną do Zakopanego – mówi Jerzy Gonet, zwycięzca zawodów Masters w ostatniej edycji turnieju „Nie lubię poniedziałków”

 - Kwiecień okazał się chyba najlepszym miesiącem w twojej przygodzie z bilardem.

- Tak konkretnie to ten weekend, gdy w Ósemce odbył się Masters. Udało mi się go wygrać, co tak mnie nakręciło, że dzień później w dniu swoich imienin wygrałem turniej eliminacyjny Grand Prix klubu Billkros w Jarosławiu. Zajmuję tam drugie miejsce w klasyfikacji generalnej.

- Na co wydałeś 500 złotych, które otrzymałeś za wygranie Mastersa w Ósemce.

- Pieniądze poszły na naprawę drzwi w samochodzie, a reszta na paliwo podczas wyjazdu do Zakopanego, w którym spędziłem kilka dni razem z Karoliną, moją dziewczyną.

- Pochodziliście po górach?

- Zrobiliśmy sporo kilometrów. Pierwszy dzień to była Gubałówka, drugi Morskie Oko, a trzecie Dolina Kościeliska.

- Wracając do bilarda, zacząłeś wbijać kulki lat temu...

- Pięć. Wtedy po raz pierwszy przyszedłem do klubu „Impuls”, czyli do dzisiejszego „Trójkąta”. Pamiętam dokładnie, kiedy kupiłem swój kij. Było to 2 lutego 2011 roku. Pomógł mi go znaleźć Ziemowit Janaszek z Kielc.

- Jaka marka?

- Fury Kosztował 220 złotych.

- Pierwszy nauczyciel bilarda?

- Robert Pecka. Pierwszy nauczyciel i pierwszy idol. Dużo dobrych rad usłyszałem od Michała Solińskiego, dzięki któremu mam też na koncie roczną przygodę ze snookerem. Wygrałem nawet rozgrywki II ligi w nieistniejącym już klubie Snooker House. Mądre zdanie powiedział mi też Krystian Tanasiewicz „Możesz trenować codziennie po wiele godzin, ale jeśli nie będziesz często jeździł na turnieje i nie przegrasz swojej liczby meczów, nie zrobisz prawdziwych postępów”.

- Jeździsz tyle, ile możesz?

- Jest Jarosław, turnieje w Mielcu. Gram w Ósemce, w Trójkącie, gdzie sporo mi dają sparingi z Szymkiem Sadlikiem. Ten Masters w Ósemce na pewno dodał mi motywacji. Wygrałem, bo powoli nabieram doświadczenia, ręka drży coraz mniej. Zapamiętuję swoje błędy i staram się nie popełniać ich drugi raz.

- Rzeczy, które przede wszystkim musisz poprawić to...

- Ogólne czytanie układów, planowanie gry, rozwiązywanie układów na stole. Widzę, że robię postępy.

- Uczysz się jeszcze, czy już pracujesz?

- I to, i to. Na Politechnice kończę zarządzanie i czerwcu bronię pracy. A pracuję w playu, jestem na stażu w biurze obsługi klienta.

- To twoja pierwsza praca?

- Kiedyś zatrudniłem się w księgarni. Potem pojechałem na trzy tygodnie do Niemiec. Porobiłem tam w tak zwanej wykończeniówce i zarobiłem tyle, ile w trzy miesiące księgarni (śmiech).

- Jakie dyscypliny lubisz poza bilardem?

- Siatkówkę. Trenowałem ją 13 lat. Grałem w AKS-ie Resovia, skończyłem SMS.

- Nie jesteś wysoki.

- Dlatego, kiedy tych centymetrów za dużo nie przybywało, zostałem przesunięty z przyjęcia na libero. Czasem żałuję, że nie postawiłem na lekką atletykę. Byłem dobry w biegach na krótkie dystanse, w skoku w dal. Na siatkówkę brakło wzrostu. Dziś mam 180 cm.

- Najbliższe bilardowe plany?

- Trenować i jak najwięcej grać. Fajnie byłoby wygrać Mastersa w Billkrosie, namieszać w turniejach w Mielcu, no i znów powalczyć w Ósemce w kolejnej edycji NLP.

 

Rozmawiał Tomasz Ryzner

Udostępnij
Copyright © 2017 Sportowy Klub Bilardowy Ósemka. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem dostępnym na licencji GNU GPL.