Sebastian po raz drugi wygrywa w poniedziałek

Uwaga, otwiera nowe okno. PDFDrukujEmail

13403272 1134117106626469 6981656016020671385 oHołówkoSebastian Hołówko jest ostatnio w wysokiej formie. Potwierdził to, nie po raz pierwszy zresztą, w naszym klubie. Tym razem okazał się bezkonkurencyjny w III turnieju z cyklu „Nie lubię poniedziałków”. W finale ograł Jerzego Goneta.

Sebastian wygrał inauguracyjne zawody obecnej edycji NLP. Wtedy kroczył do finału pewnie i szybko, tracąc co najwyżej jedną partię. Z jednym wyjątkiem, podobnie było w turnieju nr 3. Po wolnym losie w I rundzie, w kolejnej Sebastian trafił na Witolda Hajduka

. – Wpadłem do klubu trochę spóźniony. Czasu na rozgrzewkę nie było, ale pierwszy mecz wygrałem raczej bez większych problemów – komentuje bohater zawodów, który w kolejnej rundzie po raz pierwszy tego wieczoru trafił na Jurka Goneta. Ten stawił twardy opór, z 1:2 wyciągnął na 2:2, ale partię numer 5 jednak przegrał.

W kolejnej rundzie Sebastian nie stracił partii w meczu z Grzegorzem Marcem, a w półfinale trafił na Mariusza Śledzianowskiego, czyli „czarnego konia” zawodów. Ten drugi potrafił pokonać w ćwierćfinale o wiele wyżej notowanego Janusza Stawarza. – Wygrywałem dwa do zera i pomyślałem, że jest po meczu. Mariusz tymczasem zaczął grać naprawdę bardzo dobrze. W ostatniej partii popełniłem błąd i za chwilę okazało się, że odpadam z gry – mówi Janusz. Sebastian też nie miał przesadnie łatwo z Mariuszem, ale niespodzianki nie było – wygrał 3:1.

Jurek na dzień dobry wygrał 3:1 z Tomaszem Moskwa, a po wspomnianej porażce z Sebastianem wygrał do zera na lewej stronie drabinki ze Sławomirem Bratkiem. W ćwierćfinale po zaciętej walce zmógł 3:2 Bartłomieja Szkołuta, a w półfinale pokonał 3:1 Sebastiana Krupę (wygrał NLP przed tygodniem). – Z Sebastianem zagrałem chyba najlepszy mecz w turnieju – uważa „Jerry”, który w wielkim finale za wiele nie miał jednak do powiedzenia. Nie wyrwał Sebastianowi nawet partii.

– Po finale pierwszego turnieju mogłem trochę gdybać, mówić, że pomogłem błędami Sebastianowi. W tym finale nie było wątpliwości, kto był lepszy. Sebastian trafiał wszystko, albo prawie wszystko. Także bardzo trudne bile. Jedna pomyłka i było po partii – chwali rywala Jurek.

- Było dobrze, chwilami nawet bardzo. Wpadłem do Ósemki w ostatniej chwili, ale szybko złapałem swój rytm. Oby tak dalej – podsumował Sebastian.

W Jack Pocie nic nowego. Nawet zawodnik, który dostał szansę od losu był ten sam, co przed tygodniem - Sławek Bratek. Różnica jest taka, iż tydzień temu przy rozbiciu wpadła mu biała, a tym razem żadna z bil nie znalazła drogi do celu. Tym samym pula rośnie i kusi coraz bardziej. Turniej numer 4, przedostatni przed wakacyjną przerwą, za tydzień. Początek jak zwykle o godzinie 18. Serdecznie zapraszamy.  

Udostępnij
Copyright © 2017 Sportowy Klub Bilardowy Ósemka. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem dostępnym na licencji GNU GPL.