Robert wygrał na otwarcie jesiennej sesji NLP

Uwaga, otwiera nowe okno. PDFDrukujEmail

PeckaRobert Pecka okazał się odporny na zmianę pogody, jesienną chandrę i wygrał w naszym klubie VI turniej z cyklu „Nie lubię poniedziałków”. W finale pokonał Bartosza Szymanowskiego, który w tej edycji startował po raz… pierwszy.

 

Bartek miał ciekawą i trudną drogę do finału. Wystarczy wspomnieć, że cztery razy musiał rozegrać pięć partii, aby wygrać mecz.

Na początek nie poradził sobie z Mirosławem Dąbrowskim (1:3). – Z Mirkiem zwykle przegrywam i tym razem nie było inaczej. Pomyślałem, że nie mam dnia i to będzie dla mnie turniej w stylu „prawa, lewa i do domu” – mówi Bartek.

Na lewej stronie drabinki nadal miał pod górkę, ale jakoś dawał radę. Sławomira Bratka ograł 3:2, Sławomira Pasternaka w identycznym stosunku i dopiero w meczu z Marcinem Kosterą zjadł mniej nerwów (3:1). – Nie lekceważyłem żadnego przeciwnika, ale nie liczyłem na wiele i dopiero w meczu z Marcinem zacząłem się na sto procent starać – wyjaśnia Bartek, który po powrocie na prawą stronę drabinki trafił na Witolda Hajduka. Ten ostatni latem zrobił sobie kilka miesięcy przerwy w treningach, ale znów gra, a w poniedziałkowych zawodach odnosił już wiele sukcesów. Tym razem jednak wygrał o jedną partię za mało i musiał się zadowolić 5 miejscem. W półfinale czekał rutynowany Sebastian Krupa. On też był faworytem, ale także wygrał tylko dwie partie.

Robert po wolnym losie w pierwszej rundzie trafił na Janusza Stawarza. Szef Ósemki wysłał „dziadka” na lewą stronę, pokonując go 3:1. Na lewej stronie Robert trafił najpierw na Kazimierza Wójcika, co oznaczało, że mierzyli się ze sobą zawodnicy liczący wspólnie dobrze ponad 100 wiosen. Niespodzianki nie było i pan Kazimierz musiał zakończyć zawody (1:3). W kolejnym meczu Robert pokonał do zera Jana Cyrula, kapitana Startu Rzeszów (mistrz Polski w koszykówce na wózkach) i na pożegnanie lewej strony Mirosława Dąbrowskiego (3:1). Także jedną partię oddał rywalom w ćwierćfinale i półfinale, w których trafił na Bartłomieja Szkołuta i Sebastiana Hołówkę (lider klasyfikacji generalnej).

W rozgrywanym około północy finale rutyna okazała się górą. Bartek chciał się postawić faworytowi, ale przegrał 0:3. – Robert grał dobrze taktycznie i wygrał całkiem zasłużenie. Ja nie narzekam, bo drugie miejsce to też jest dla mnie coś. To był fajny turniej, ale nie ma co kryć, miałem w kilku sytuacjach trochę szczęścia, którego zwykle mi brakuje. Rywale popełnili kilka pomyłek, a ja, nawet gdy coś sknociłem, raczej nie zostawiałem łatwego układu – podsumował Bartek. W turnieju rywalizowało 23 bilardzistów.

Bardzo dobry wieczór mógł mieć Jerzy Gonet. W turnieju nie było najgorzej - dotarł do ćwierćfinału, gdzie przegrał 1:3 z Sebastianem Krupą. Po tej fazie odbyło się losowanie JackPota, w puli którego jest już sporo grosza. Jurek dostał szansę od fortuny i rozbił bardzo dobrze. Jedna z bil wpadła do łuzy, a sam układ nie wyglądał na przesadnie wymagający. Niestety, presja zrobiła swoje – „Jerry” nie poradził sobie już z „jedynką” i mógł rozkręcać kij.

Kolejny turniej w następny poniedziałek. Początek – godzina 18.  

Udostępnij
Copyright © 2017 Sportowy Klub Bilardowy Ósemka. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem dostępnym na licencji GNU GPL.