Witek Hajduk najlepszym zawodnikiem dziewiątego turnieju

Uwaga, otwiera nowe okno. PDFDrukujEmail

Witek IXWitek wygrał dla Marceliny i teraz on jest liderem

- Po tym zwycięstwie mam zamiar znowu poważnie trenować – mówi Witold Hajduk, który wygrał w naszym klubie IX Turniej z cyklu „Nie lubię poniedziałków”. W finale pokonał Roberta Peckę.

 

Witek zapomina o wiosennych rozczarowaniach w turniejach ogólnopolskich, nie planuje zapadać w zimowy sen i znowu zaczyna się cieszyć grą w kulki.

W poniedziałek pokazał precyzję, zimną krew, a że do tego miał odrobinę szczęścia, po raz trzeci w cyklu odebrał gratulacje za zwycięstwo. Dzięki temu wskoczył na fotel lidera rankingu (132 pkt.), spychając z  niego Sebastiana Krupę (128 pkt., tyle samo ma też Sebastian Hołówko). Witek po wolnym losie w pierwszej rundzie pokonał w drugiej 3:1 Jakuba Mierzwę, a potem zagrał pierwszy tego wieczoru mecz z Bartłomiejem Szkołutem. „Tofik” okazał się lepszy i Witek powędrował na lewą stronę drabinki. Zagrał tam jeden pojedynek, ale za to taki, który omal nie okazał się dla niego ostatni. Ostatecznie jednak to Sebastian Krupa przegrałÂ  2:3, co, jak się potem okazało, kosztowało go utratę pierwszej pozycji w „generalce”. – Przy dwa do dwóch graliśmy w dziewiątkę. Sebastian miał raczej łatwą siódemkę na wprost łuzy. Nie trafił i skorzystałem z prezentu – komentuje Witek, który w ćwierćfinale, w meczu z Sebastianem Hołówko, też miał bardzo pod górę. – Przegrywałem zero do dwóch, ale zacząłem w końcu lepiej grać i uratowałem mecz – mówi bohater wieczoru. W meczu o finał zjadł już niewiele nerwów, a przy okazji wziął srogi rewanż, bo do zera wygrał z Bartkiem Szkołutem.

 

Robert do finału parł bardzo szybko i pewnie. Po wolnym losie w pierwszej rundzie, nie oddałÂ  ani jednej partii Kazimierzowi Wójcikowi. Nieco bardziej uprzejmy okazał się wobec Mirosława Dąbrowskiego, Sławomira Pasternaka i Bartosza Szymanowskiego, wygrywając z każdym do jednego.

W finale „Dziadek” wyglądał na faworyta, ale mecz miał niezwykle zacięty przebieg. Prawdziwym przebojem wieczoru okazała się partia nr 5. ByłÂ  to pokaz bilarda wysokiej próby, w którym niekoniecznie chodziło tylko o wbijanie bil. – Ta gra nie tylko na tym polega. Graliśmy taktyczną partię, pełną odstawnych, ale to wcale nie było nudne. Moim zdaniem Witek pokazywał się z jak najlepszej strony, nie wiem, kiedy ostatnio widziałem go grającego tak mądrze i efektownie. Chciałem wygrać, ale też przyjemnie jest patrzeć, gdy nastoletni zawodnik robi postępy i myśli przy stole – komplementował swego przeciwnika tuż po meczu Robert.

Witek nie zaprzeczał, że też miał wiele satysfakcji z finału, a szczególnie ostatniej partii. – Nie wiem ile trwała, może pół godziny. To rzeczywiście była moja najlepsza gra tego wieczoru. Zwycięstwo po takim meczu super smakuje. Dedykuję je Marcelinie, mojej sympatii – podkreślał  Witek, który zapowiedział też powrót do solidnego treningu.

JackPota tym razem wylosował Bartłomiej Szkołut. Piłka okazała się krótka – Bartek rozbił, nic nie wpadło i musiał zapomnieć o pieniądzach z puli. Dziesiąte, ostatnie przed Masters zawody już za dwa tygodnie 7 listopada. Początek – godzina 18.

Udostępnij
Copyright © 2017 Sportowy Klub Bilardowy Ósemka. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem dostępnym na licencji GNU GPL.