Sebastian Hołówko wygrał Masters w Ósemce

Uwaga, otwiera nowe okno. PDFDrukujEmail

Hołówko - mastersSebastian Hołówko potwierdził wysoką formę i w ładnym stylu wygrał turniej „Nie lubię poniedziałków mix – Masters”. W finale pokonał 3:1 Roberta Peckę.

 

Sebastian należał do faworytów, wszak z dziesięciu turniejów kwalifikacyjnych wygrał aż trzy, w tym ten ostatni, nr 10, co z pewnością dodawało mu pewności siebie. Z drugiej strony starał się spokojnie podejść do gry, pomny lekcji pokory, jaką otrzymał na jednym z poprzednich Masters.

Został wtedy na lewej strony drabinki „wyrzucony” z zawodów przez Kazimierza Wójcika, co było sensacją nie lada. – Forma jest niezła, więc powinno być dobrze, ale nie tylko ja jestem faworytem – zauważał przed turniejem. Racja, bo wysoko stały także akcje  Witolda Hajduka (także 3 wygrane w kwalifikacjach), Sebastiana Krupy (2) czy Roberta Pecki (1).

Bohater dnia na dzień dobry pokonał 3:1 Sławomira Bratka, a następnie w takim samym stosunku Jerzego Goneta. W kolejnej rundzie trafił na Roberta (ten wcześniej wysłał na lewą stronę wspomnianego Kazimierza, który i tak zdążył sprawić niespodziankę, bo tak trzeba nazwać zwycięstwo nad Januszem Stawarzem). Mecz którego stawką był półfinał nie miał wielkiej historii – „Seba”  pokonał Roberta 3:0.

W półfinale Sebastian ponownie trafił na Jurka. Zaczął od 1:0, ale potem przesolił, wbił przedwcześnie czarną, zrobił się remis i zaczęła się wojna nerwów. Lepiej ją wytrzymał Sebastian, wygrał 3:2 i mógł się szykować do głównej rozgrywki. Robił to aktywnie, trenując na wolnym stole.

Tymczasem na lewej stronie drabinki nieziemskie katusze przeżywał Robert, ponieważ przez długi czas nijak nie potrafił się dobrać do skóry Sławomira Pasternaka. Ten drugi nie krył radości, gdy wbił bilę dającą mu prowadzenie 2:1. Niewiele brakowało, aby Sławek postawił kropkę nad i. W partii nr 4 kończył układ, ale w decydujących momentach dopadły go kłopoty z pozycjonowaniem „białej”. Robert urwał się ze stryczka, wyrównał, a następnie pokazał zimną krew partii nr 5.

W półfinale trafił na Sebastiana Krupę, który mecz wcześniej nie miał lekko, ale ostatecznie wykorzystał fakt, iż Witek Hajduk mylił się częściej niż zwykle. Wygrał z nim 3:2. W meczu o finał więcej do powiedzenia miał „Dziadek”, który pokonał Sebastiana 3:1.

W meczu finałowym Robert bardzo chciał się zrewanżować koledze za pojedynek z trzeciej rundy, ale tego dnia na Sebastiana nie było mocnych. Robert walczył, ale wywalczył tylko jedną partię. – Nie ma co gadać, „Seba” jest w formie i wygrał jak najbardziej zasłużenie – komplementował swego rywala Robert.

- Szanowałem każdego przeciwnika, bo chwila rozluźnienia, zbytniej pewności siebie potrafi drogo kosztować. Szczególnie w meczach na tak krótkim dystansie. Przekonałem się o tym niejeden raz. Z drugiej jednak strony po prostu czułem, że mogę dziś wygrać. Od początku było dobrze. Bile mnie słuchały, błędy były, ale pojedyncze – dzielił się swoimi wrażeniami Sebastian, który w nagrodę (i na Mikołaja) otrzymał puchar i 500 złotych.

W ręce Sebastiana powędrował także drugi puchar, za zwycięstwo w rankingu. Triumfator zawodów zgromadził w klasyfikacji generalnej 168 punktów, wyprzedzając Witka (159), Sebastiana Krupę (156) i Roberta (150).

Niestety, tym razem nie rozegrano Jackpota. Wylosowany został Tomasz Moskwa, ale zbyt wcześnie opuścił nasz klub i przepadła mu okazja do zgarnięcia sporej sumki. Następny Jackpot, i kolejna edycja NLP, już w styczniu. Zapraszamy!

A już dziś wszystkim zawodnikom życzymy wesołych Świąt Bożego Narodzenia i Szczęśliwego Nowego Roku!   

Udostępnij
Copyright © 2017 Sportowy Klub Bilardowy Ósemka. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem dostępnym na licencji GNU GPL.