Sebastian Krupa najlepszy w III turnieju NLP. O mało nie pękł Jackpot

Uwaga, otwiera nowe okno. PDFDrukujEmail

Krupa SebaW trzecim turnieju z cyklu „Nie lubię poniedziałków” najbardziej skuteczny bilard w Ósemce pokazał Sebastian Krupa. W finale zawodów pokonał Mirosława Dąbrowskiego.

Turniej NLP wraca do naszego klubu po letniej przerwie. Przed wakacjami Sebastian nie błyszczał, ale tym razem wrócił do swojej gry. Na początek rywalizacji pokonał 3:1 Tomasza Moskwę, a już w drugiej rundzie musiał grać pięć partii z Bartłomiejem Szkołutem. Tę piątą rozstrzygnął na swoją korzyść i mógł się szykować do meczu z Jakubem Mierzwą.

Mecz miał krótką historię – „Seba” wygrał 3:0, po czym w ćwierćfinale trafił na Bartosza Szymanowskiego. Pojedynek był zacięty, ale Sebastian ponownie zachował więcej zimnej krwi w partii nr 5.

– Szczerze mówiąc, miałem gdzieś wynik tego meczu, bo byłem wnerwiony jackpotem – komentuje Bartek, który rzeczywiście mógł tego wieczoru rozbić bank (szczegóły poniżej)

W półfinale na Sebastiana czekał „młody gniewny”, czyli Witold Hajduk. Do tej fazy grał bardzo dobrze, o czym świadczyło choćby pokonanie Sebastiana Hołówki. Nastoletni bilardzista stawiał twardy opór, wygrał dwie partie, ale w decydującej góra było doświadczenie Sebastiana. 

Mirek Dąbrowski pojawił się w akcji po raz pierwszy w tej edycji NLP, a jego droga do finału także nie prowadziła przez lewą stronę drabinki turniejowej. Na dzień dobry pokonał do zera Dariusza Bigdonia. W drugiej rundzie czekał Robert Pecka. Rywal daleko trudniejszy, triumfator turnieju nr 2, ale Mirek poradził sobie i ograł „Dziadka” 3:1. Po tym pojedynku rozegrał pięć partii z Bartkiem Szymanowskim i w ćwierćfinale trafił na... Roberta. Mecz był bardziej zacięty, ale „Miro” ponownie był nieco bardziej konkretny od rutynowanego przeciwnika (3:2). W półfinale zmierzył się z Dariuszem Buczyńskim. Sanocki bilardzista słynie z tego, że nigdy się nie spieszy, niezwykle starannie przygotowuje się do każdego uderzenia, jednak tym razem zdołał ugrać tylko jedną partię.

Finał był ciekawy. Sebastian wygrał otwierającą partię, Mirek wyrównał, a po chwili „Seba” znów kończył układ. – I wtedy zachowałem się jak początkujący zawodnik, właściwie jak gówniarz. Kiedy Sebastian szykował się do wbicia czarnej, byłem tak pewny że trafi, że wstałem, zacząłem iść w kierunku stołu jeszcze zanim zdążył uderzyć. Bila nie wpadła do łuzy, ale złamałem zasady, które obowiązują przy stole. Sebastian nie miał pretensji, chciał mi pozwolić grać, proponował zagranie partii od nowa, ale uznałem, że przegrałem tę partię – skomentował Mirek, który doprowadził do remisu 2:2, w piątej partii miał swoje szanse, jednak popełnił jednak o jeden błąd za dużo i przegrał 2:3.

Turniej był ciekawy, w kilku meczach pachniało niespodziankami (Roman Gałuszka prowadził z Robertem Pecką 2:0, Mariusz Śledzianowski urwał dwie partie Sebastianowi Hołówko), ale prawdziwym przebojem wieczoru okazał się wspomniany Jackpot, w którym zgromadziła się już okazała pula. Los tym razem wskazał na Bartka Szymanowskiego.

– Po rozbiciu nie widziałem szans na skończenie układu, więc na początku stresu nie było – komentował po wszystkim zawodnik. – Już pierwsza bila była niełatwa. Druga jeszcze trudniejsza, ale jakoś to wbiłem. Później coś wpadło fartem, ale nadal było daleko do celu. W końcu zostały dwie bile i dotarło do mnie, że szansa jest, i to niemała. Pojawiła się jakaś tam nerwówka, ale raczej nie przez to sknociłem. Po prostu źle uderzyłem na czarną. Pal licho pieniądze, ale fajnie byłoby to skończyć dla własnej satysfakcji – podsumował zdarzenie Bartek.

Po niedzieli turniej nr 4 i kolejny jackpot. Serdecznie zapraszamy. Początek – godzina 18.

Udostępnij
Copyright © 2017 Sportowy Klub Bilardowy Ósemka. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem dostępnym na licencji GNU GPL.