Jurek Gonet wygrywa VI turniej i wskakuje na czoło rankingu

Uwaga, otwiera nowe okno. PDFDrukujEmail

Jurek Gonet„Jerry” dał czadu, wygrał po długiej przerwie i jest liderem turnieju NLP

Jerzy Gonet nie miał sobie równych w VI Turnieju „Nie Lubię Poniedziałków – 3x9”. W finale nie dał szans Pawłowi Wrońskiemu, który był najlepszy tydzień wcześniej.

- Ostatnio zacząłem trenować wspólnie z Piotrkiem Bujnym i wygląda, że daje to pierwsze efekty – wyjaśniał po finale popularny „Jerry”.

W drodze do finału nie zawsze miał z górki. W pierwszej rundzie opór stawił mu Sławomir Pasternak (6:8). W kolejnym meczu ograł do trzech Mirosława Dąbrowskiego, by w trzeciej rundzie pokonać na sucho (8:0), dawno nie widzianego w Ósemce, Bartłomieja Szymanowskiego.

W ćwierćfinale Jurek zatrzymał Piotra Pachoła (8:6), który dzięki sensacyjnej wygranej zaszedł tak daleko po zwycięstwie na lewej stronie z Robertem Pecką (8:5). – To nie był łatwy mecz, bo w końcówce mieliśmy remis po sześć i musiałem się spiąć na ostatnie bile – przyznał Jurek. W półfinale emocji się nie doczekaliśmy, ponieważ wysoko notowany Sebastian Krupa ugrał tylko dwa punkty.

W drodze do drugiego z rzędu finału Paweł na dzień dobry „przejechał się” po Dariuszu Bigdoniu (8:0), a w kolejnej rundzie pozwolił ugrać skromny punkcik Janowi Cyrulowi. W następnym meczu spodziewano się zaciętego meczu, bo naprzeciw Pawła stanął Witold Hajduk. Jednostronnie nie było – nastoletni bilardzista przegrał w godnych rozmiarach, 5:8. W ćwierćfinale bardzo dzielnie walczył też Sławomir Bratek, który z Pawłem ugrał 6 punktów. W półfinale Arkadiusz Nawojski zdobył tylko połowę z tego dorobku.

W finale obaj zawodnicy popełnili bardzo mało błędów. W sumie bodaj trzy. Problem Pawła polegał na tym, że zrobił ich dwa, co „Jerry” maksymalnie wykorzystał.

- O czym tu mówić. W pierwszej partii zrobiłem gruby błąd, potem nic nie wpadło z rozbicia i było po meczu. Czasem tak bywa. Moment dekoncentracji kosztuje bardzo drogo. Do czasu szło dobrze, bez większych problemów, ale w finale nie pyknęło – podsumował Paweł

- Jeśli dobrze pamiętam, ostatni raz wygrałem w poniedziałek jakieś dwie edycje temu – komentował po wszystkim „Jerry”. – Cieszę się, że wygrałem, i że nie było w tym przypadku. Trzy mecze wygrałem do zera, co nie jest takie łatwe. W półfinale też było łatwo, choć przecież Sebastian jest groźnym przeciwnikiem. W finale poszło jak z płatka. Paweł popełnił tylko dwa błędy, ja dobrze rozbijałem i wszystko szybko się skończyło – dodał Jurek, który w Ósemce planuje także wziąć udział w kolejnych turniejach Amator Challenge i uzyskać awans do łódzkiego, wielkiego finału Mistrzostw Polski.

W Jackpocie bez zmian – pieniądze do wygrania są coraz większe. Tym razem nie podniósł ich ze stołu Mirek Dąbrowski. Rozbił mocno, ale zabrakło „swingu”, bile niemrawo potoczyły się po stole i żadna nie wpadła do łuzy. – Zerwałem uderzenie –samokrytycznie stwierdził Mirek.

tor

Udostępnij
Copyright © 2018 Sportowy Klub Bilardowy Ósemka. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem dostępnym na licencji GNU GPL.