„Dziadek” na fali, czyli Robert Pecka wygrywa drugi poniedziałkowy turniej z rzędu

Uwaga, otwiera nowe okno. PDFDrukujEmail

44791781 2023780530993451 3788783126466002944 oJesienna aura zdaje się dobrze wpływać na Roberta Peckę. Po efektownym wygraniu turnieju nr 5 „Dziadek „ poszedł za ciosem i okazał się najlepszy także w szóstymturnieju z cyklu „Nie lubię poniedziałków”. W finale pokonał Sebastiana Krupę.

Jak już informowaliśmy, każda edycja zawodów NLP toczy się wedle innej formuły. A jako że w obecnej kilku bilardzistów grało po raz pierwszy, wzięli oni udział w krótkim szkoleniu. Poprowadził je Robert, będący zawsze autorem regulaminu gry. 

Identycznie jak tydzień temu, Robert dotarł do finału z kompletem wygranych. Na dzień dobry ograł Bartłomieja Ukowskiego (15:2), następnie po zaciętym meczu wykazał swą wyższość nad Sławomirem Bratkiem (13:11), pewnie wygrał z Mirosławem Dąbrowskim (12:5). W ćwierćfinale znalazł sposób na Tomasza Moskwę (12:6), a w półfinale nie pozwolił rozwinąć skrzydeł Piotrowi Nowakowi (12:6).

Droga Sebastiana do głównej rozgrywki była mniej komfortowa. Zwycięzca turniejów nr 2 i 3 już w pierwszej rundzie musiał przełknąć gorzka pigułkę, jaką z pewnością była dla niego porażka 11:13 z Grzegorzem Gwizdakiem. – Grałem słabo, przeciwnik dobrze, więc przegrałem – krótko skomentował Sebastian.

Na lewej stronie drabinki turniejowej „Seba” najpierw miał wolny los, następnie nadspodziewanie łatwo poradził sobie ze Sławkiem Bratkiem (10:2), z Jerzym Gonetem tak prosto już nie było, o czym świadczy wynik 12:8. W ostatnim pojedynku na lewej stronie, czyli w meczu o ćwierćfinał, Sebastian kontrolował wydarzenia na stole, pokonując Sidora Cyrusa 11:3. Warto nadmienić, iż ten ostatni jest nową postacią w naszych zawodach. Pochodzi z Poznania, wcześniej trenował w tamtejszym Hadesie, korzystając z rad m.in. tak uznanego bilardzisty jak Mateusz Śniegocki, a do Ósemki zawędrował pierwszy, ale na pewno nie ostatni raz, ponieważ w stolicy Podkarpacia rozpoczął studia.

Wracając do Sebastiana, los zrządził, że w ćwierćfinale mógł rozegrać rewanż z Grześkiem Gwizdakiem. Tym razem emocji nie zanotowano – „Seba” pokonał rywala wyraźnie, 13:4. W półfinale czekał wspomniany Mirek Dąbrowski, który także poradził sobie na lewej stronie drabinki. Jednak na Sebastiana recepty „Miro”  znaleźć nie zdołał i doznał bolesnej porażki 1:11.

W finale jako pierwszy rozbijał Sebastian. – Nic nie wpadło i Robert skończył partię z kija. Po drugiej przegrywałem już 1:8 – wyjaśnia „Seba”. – Potem zrobiłem kilka punktów, ale meczu nie uratowałem – podsumował Sebastian, który przegrał 5:15 

Jeśli chodzi o JackPota, to było o tyle ciekawie, że wylosowany został zawodnik, który po raz pierwszy w losowaniu brał udział. Chodzi oczywiście o naszego kolegę z Poznania. Cyrus miał okazję wygrać największe w swej bilardowej przygodzie pieniądze, ale pokpił sprawę, bo jeszcze przed losowaniem opuścił Ósemkę. Regulamin mówi, że w takim przypadku kolejne losowanie następuje w następnym turnieju. Będą to już siódme zawody, a to podobno szczęśliwa cyfra...

Kto wygra turniej, czy ktoś podniesie ze stołu wielka wygraną, okaże się następny poniedziałek. Początek zabawy – godzina 18.

Udostępnij
Copyright © 2020 Sportowy Klub Bilardowy Ósemka. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem dostępnym na licencji GNU GPL.