Trzeci turniej dla Krystiana

Uwaga, otwiera nowe okno. PDFDrukujEmail

P2060048Krystian lepszy od Krzyśka w finale III poniedziałkowego turnieju

Nabiera rozpędu II edycja turnieju „Nie lubię poniedziałku – SobieskiCup”. Tym razem w naszym klubie o swoich niemałych możliwościach przypomniał Krystian Tanasiewicz, który w finale trzecich zawodów trafił na Krzysztofa Śliwińskiego.

„Śliwa” wygrał inauguracyjny turniej i przed meczem o pierwsze miejsce jego akcje stały bardzo wysoko. Trudno się dziwić, skoro do finałowego pojedynku stracił zaledwie jedną partię. Krystian drogę do decydującej rozgrywki miał daleko trudniejszą. Od trzeciej gry trafiał na rywali, którzy stawiali twardy opór - mecze z Januszem Stawarzem, Robertem Pecką i Jakubem Dobrowolskim rozstrzygał dopiero w partii numer 5.

W finale, o dziwo, miał daleko łatwiej, niż się spodziewano. Pokonał groźnego rywala 3:1. – Lekko nie było, ale od początku czułem się dość pewnie, fajnie mi się grało – mówi tuż po finale zwycięzca. – Zaczynam wracać do formy, czuć swoją grę. Na pewno pomógł mi udział w niedawnym PolTourze w Poznaniu.

Krzysztof porażkę przyjął ze spokojem. – Do finału szło gładko, nie traciłem partii, ale widocznie było za łatwo, bo ostatnim meczu brakło chyba koncentracji, skupienia. Inna rzecz, że wystarczyła jedna pomyłka i Krystian kończył układ. Był po prostu lepszy. Nie narzekam, drugie miejsce też nie jest złe – dodał „Śliwa”.

Na półfinałach, czyli na trzecich lokatach wylądowali: Piotr Bujny i Jakub Dobrowolski. Ten pierwszy musiał pędzić na pociąg, więc mecz z Krzyśkiem oddał walkowerem. Kuba walczył zażarcie, ale przegrał 2:3 z Krystianem. – Nie ukrywam, bardzo chciałem wygrać po raz pierwszy w tym turnieju. Czułem, że to jest możliwego w ten wieczór. Szło nawet nieźle, bile mnie słuchały, ale w półfinale trafiłem na Krystiana, który był trochę lepszy. W pewnym momencie mogłem się odstawiać. Może bym się jeszcze uratował, ale problem w tym, że zachowawcza gra nie jest w moje naturze – podkreśla Kuba.

Miejsca 5 przypadły Robertowi Pecce, Januszowi Stawarzowi, Adamowi Wiszowi i Bartoszowi Szkołutowi. – Mogłem z Kubą Dobrowolskim mocniej powalczyć w ćwierćfinale, ale nie wbiłem banalnej dziesiątki i mecz mi uciekł – wyjaśnia Janusz, który tydzień temu nie miał sobie równych. - Generalnie nie da się za często wygrywać, jeśli nie trenuje się między turniejami. Wtedy pojawia się nagle głupi błąd i jest po herbacie.

Wisz przegrał w ćwierćfinale ze Śliwińskim. Uważa, że zaważył jeden element – Zdecydowanie za słabo rozbijałem. Krzyśkowi to wychodziło o niebo lepiej i nie miałem wiele do powiedzenia – stwierdza Adam.

Robert z Krystianem przegrywał 0:2, ale się nie poddał. – Wyciągnąłem na remis, ale finisz miałem marny. Zepsułem prostą bilę i Krystian skorzystał z prezentu.

W następny poniedziałek Ósemka zaprasza na turniej nr 4. Początek, jak zawsze, o 18. 

Udostępnij
Copyright © 2017 Sportowy Klub Bilardowy Ósemka. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem dostępnym na licencji GNU GPL.