Sebastian Hołówko wygrał na inaugurację letniej edycji NLP

Uwaga, otwiera nowe okno. PDFDrukujEmail

Sebastian HołówkoKij „strzelał”, ale Sebastian Hołówko i tak wygrał na inaugurację letniej NLP

Sebastian Hołówko nie miał sobie równych w I zawodach kolejnej edycji turnieju „Nie lubię poniedziałków”. W finale pokonał Jerzego Goneta, zwycięzcę zawodów Masters poprzedniej edycji. W kolejnej edycji NLP nastąpił powrót do tradycyjnej formuły rywalizacji. Jedyny wyjątek to wybór odmian, w które grają bilardziści.

Otóż ten, kto wygrywa walkę o rozbicie wybiera odmianę, a w kolejnych partiach prawo to otrzymuje zawodnik przegrywający. Dodajmy, że do końca czerwca rozegranych zostanie 5 turniejów. Pozostałe 5 plus masters odbędą się po wakacjach. 

Wracając do poniedziałkowego wieczoru, trzeba podkreślić, iż Sebastian pokazał, że w przerwie między edycjami nie zapomniał o treningu; grał pewnie i pewne kłopoty miał właściwie tylko raz – w pierwszym meczu, w którym spotkał się ze Sławomirem Pasternakiem. – W tym meczu sporo było szachów, odstawiania, gry snookerowej. Spacerku nie miałem, ale wygrałem trzy do dwóch – wyjaśnia Sebastian, który w dalszej drodze do finału oddawał przeciwnikom co najwyżej jedna partię; ogrywał kolejno Piotra Pasierba (3:0), Janusza Stawarza (3:1) i Bartłomieja Szkołuta. – Nie wypada się chwalić, ale grało mi się naprawdę dobrze. Siedziało mi i rywale nie mieli wiele do powiedzenia. Grałem na luzie, ale skutecznie. W całym turnieju ze trzy cztery razy skończyłem z kija plus trzy razy z podejścia – podkreśla Sebastian.

Jurek na dzień dobry pokonał 3:1 Mariusza Śledzianowskiego, ale w II rundzie trafił na Sebastiana Krupę i wystąpił właściwie w roli kibica. – To był jeden z moich najkrótszych meczów. Graliśmy w ósemkę, „dziewiątkę” i ósemkę. Sebastian kolejno skończył z podejścia, trafił dziewiątkę z rozbicia i znów skończył podejścia. Niesamowity mecz, ale nie dla mnie – śmieje się Jurek, który szybko się pozbierał i na lewej stronie ustrzelił trzech dobrych przeciwników; wygrał 3:1z Arkadiuszem Nawojskim i po 3:0z Witoldem Hajdukiem i Januszem Stawarzem. W półfinale czekał Sebastian Krupa, ale rozpędzony „Jerry” wymazał z pamięci wcześniejsze z nim starcie i wygrał 3:1. – Sebastian prowadził jeden do zera, ale doszedłem do głosu i tym razem miałem trochę więcej do powiedzenia – dodał Jurek,

W finale Sebastian wyszedł na czoło dwa do zera Jurek w dalszej części meczu wybrał „dziesiątkę” i zdobył kontaktowy punkt. – Miałem taką zasadę, że gdy przegrywałem, nie zmieniałem odmiany, tylko powtarzałem ja. Tak samo zrobiłem w finale i zdobyłem trzeci punkt – wyjaśnia Sebastian. – W czwartej partii pomyliłem się na trójce, Sebastian wbił wszystko do dziewiątki, ale źle wyszedł na dziesiątkę. Zdecydowałem się na agresywnego doubla, bo wcześniej podobne mi wpadały. Niestety, tym razem nie wpadło. Myśl, że trzeba grać odstawną przyszła za późno – podsumował Jurek.

Warto dodać, że Sebastian wygrał mimo problemów ze swoim kijem. – Od jakiegoś czasu strzela przy uderzeniach. Wydaje mi się, że coś jest nie tak z rękojeścią. Rozglądam się za nowym kijem – dodał bohater wieczoru.

Na koniec krótko o Jack Pocie, bo pula nadal pozostaje nietknięta i rośnie do coraz bardziej okazałych rozmiarów. Tym razem do skończenia partii w 9-bil wylosowany został Jakub Mierzwa. Rozbił, nic nie wpadło i... to tyle. Zapraszamy za tydzień.

Udostępnij
Copyright © 2017 Sportowy Klub Bilardowy Ósemka. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem dostępnym na licencji GNU GPL.