Witek Hajduk wraca do formy. Wygrał turniej NLP nr 4

Uwaga, otwiera nowe okno. PDFDrukujEmail

Witek i Robert

W ostatnich turniejach nie zajmował wysokich lokat, ale Witold Hajduk nie zapomniał, jak się gra w bilard. W turnieju nr 4 „Nie lubię poniedziałków” od początku imponował precyzją i w ładnym stylu wygrał w naszym klubie całe zawody. W finale pokonał Roberta Peckę, czyli tego, który kiedyś wprowadzał go w arkana gry w kulki.

Dyspozycja Witka o tyle była zaskakująca, że ostatnio trochę się „obraził” na bilard i po Mistrzostwach Polski Juniorów postanowił zrobić sobie przerwę w treningach. – Na Mistrzostwach dwa razy byłem bardzo blisko medalu, ale zawsze czegoś brakowało.

Rzeczywiście, mocno to przeżyłem i na razie gram tyle, co poćwiczę w samym turnieju i pogram w jego trakcie. Nie przerwałem za to ćwiczeń na gitarze elektrycznej. Idzie mi coraz lepiej – uśmiecha się najmłodszy w stawce uczestników naszych zawodów.

Po wolnym losie w I rundzie Witek pokonał 3:1 Wojciecha Pieniążka, do zera ograł Bartłomieja Szkołuta. Na tego drugiego trafił także w ćwierćfinale. Tym razem „Tofik” ugrał partię. W półfinale Witek bez żadnych strat zakończył mecz z Januszem Stawarzem.

Droga Roberta do finału, była o wiele bardziej urozmaicona (choć nie aż tak, aby musiał wędrować na lewą stronę drabinki), co po prostu oznacza, iż rywale stawiali mu konkretny opór. Po wolnym losie w I rundzie „Dziadek” musiał rozegrać pięć partii ze Sławomirem Pasternakiem, który po meczu długo kręcił głową, ponieważ był bliziutko zwycięstwa. W III rundzie Robert wygrał 3:1 z Januszem Stawarzem, a w ćwierćfinale znów miał niełatwo. Tym razem dwie partie urwał mu Marcin Kostera. Podobnie stało się w półfinale, w którym Robert zmierzył się z Grzegorzem Marcem.

Wydawało się, że w finale górą będzie rutyna i doświadczenie, ponieważ pierwsza partia padła łupem Roberta. Witek nie stracił jednak pewności siebie, w niezłym stylu wygrał trzy kolejne partie i w okolicach północy mógł odbierać gratulacje.

- Można powiedzieć, że miałem swój dzień. Nie robiłem głupich błędów, mecze przeważnie fajnie się układały. Od czasu do czasu coś tam zagrałem z kija czy z podejścia. Czy zacznę znowu trenować? Jak wygram za tydzień, to może tak, a może jeszcze nie – śmieje się nasz bilardzista.

Prawo gry o pieniądze zgromadzone w puli Jack Pota wylosował tym razem Oskar Dacko. Po rozbiciu miał prawo być optymistą, bo układ na stole wyglądał obiecująco. Być może to jednak zdekoncentrowało zawodnika, bo pomylił się już na pierwszej bili. Za tydzień turniej nr 5, ostatni przed wakacyjną przerwą. Zapraszamy. Początek – godzina 18.

Udostępnij
Copyright © 2017 Sportowy Klub Bilardowy Ósemka. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem dostępnym na licencji GNU GPL.